Notatka z podróży do wewnątrz #4: Słowa i lenistwo


W samot­ności jest się zawsze innym człowiekiem, tym “ja”, które nie baczy na nikogo, myśli inaczej, swo­bod­niej. Zauważa się coś, jakiś szczegół, słyszy roz­mowę, coś się przy­pom­ina i zaczy­nają płynąć myśli. W tę, w tamtą, kłębią się dookoła, opowiada się samemu sobie his­torię, a kiedy siada się żeby ją spisać nie wie się od czego zacząć. Bo ani tu początku, ani końca. Jakby frag­ment umysłu wytrą­cony ze świeżo min­ionego teraz.

~*~

Prokrasty­nacja to mądre słowo na zwykłe leni­w­stwo, bo niczym innym ona nie jest. Nie chce się, po prostu. Trzeba jed­nak się jakoś uspraw­iedli­wić. Zro­bię to jutro, zro­bię to później… W końcu stwierdza się, że już za późno, albo się zapomni. Dro­bi­azgi uras­tają do romi­aru przeszkód nie do przeskoczenia. Nie wychodzi się z tego, wal­czy się w każdej chwili, częś­ciej prze­grywa niż wygrywa. Brak rutyny nie zawsze jest dobry, nie ma się przyzwycza­je­nia do pow­tarza­nia tych samych czyn­ności, pomimo niechęci.

~*~

Pog­a­rda. Jedyne uczu­cie, poza gniewem, na jakie stać najnieszczęśli­wszego człowieka. Wszys­tko nie takie, wszys­tko go zawodzi, nie może sobie z tym poradzić: gardzi. Boi się czegoś, kogoś: gardzi. Ucieka. Najboleśniej jest być wzgard­zonym albo wzgardzić kimś kto był najbliższy, ale też i najłatwiej. A może najbez­pieczniej? A to nie dlat­ego, że widzieliśmy tego kogoś jako ideał, a on-ona okazał się człowiekiem? Naszym wyz­nacznikiem tego co dobre i prawdziwe, sum­ie­niem, Bogiem prawie, a tu się ukazuje człowiek. Mniej lub bardziej człowiek, mniej lub bardziej jak każdy inny. Kto nam jed­nak skła­mał, że ta osoba nie jest tylko człowiekiem? Nie my sami? Pog­a­rda! Łatwiej gardzić niż żałować. Łatwiej gardzić niż rozu­mieć. Łatwiej niszczyć niż tworzyć i pod­ważać niż upew­niać. Cynizm to ucieczka, do której uciekamy się wszyscy, częś­ciej bądź rzadziej. Lep­iej coś sobie obrzy­dzić niż przyz­nać, że żyliśmy nadzieją i zaw­iedliśmy się, że jest prawdziwe, bo ideał nie istnieje.

~*~

Kiedy słowa, które w nas wsiąkają, wras­tają w nas, stają się naszymi? Czy wtedy kiedy zaczy­namy splatać z nich własne myśli? Nowe, inne słowa tak jak i język powodują inny bieg myśli. Budu­jemy siebie z tego co chłoniemy, co wle­wamy sobie do żył, do głowy, z tego kogo słuchamy i do kogo mówimy. Czer­pie z tego umysł, czer­pie “ja”, to naj­ta­jniejsze, najbliższe, ukryte dla wszys­t­kich poza nami samymi. Czer­pią też inne nasze twarze-maski, nabier­ają nowych nawyków myślowych. Jed­nak rdzeń tego wszys­tkiego czym jesteśmy, mimo że wyraża się inaczej, funkcjonuje inaczej, sam w sobie pozostaje niezmieniony w swo­jej niedookreśloności.

Zaob­ser­wowało się dwie zasad­nicze grupy odbior­ców myśli. Mówionych, pisanych, wyrażanych w jakikol­wiek inny sposób. Są ci co stwierdzają, że mówimy ich własne myśli, dla nich do tej pory nien­azwane, są ci co myślą inaczej, ci co mil­czą albo ci co w ogóle nie są odbior­cami. Są jeszcze ci uszkodzeni, może niereparowalni, pogrążeni w goryczy samoniezad­owole­nia. Oni widzą tylko oskarże­nia, obelgi, urą­ga­nia skierowane do nich. Tylko tego szukają, widząc wszędzie to czego się boją. Patrzą poprzez siebie na siebie jed­nocześnie siebie nie dostrze­ga­jąc. Tego czym są, co nimi rządzi. A może tym boleśniejszym jest jeśli to widzą, lecz nie potrafią siebie naprawić. Mio­tają się w gniewie, roz­paczy, stra­chu, kąsając wszys­t­kich jak wątłe zwierzę, chcące odstraszyć zagroże­nie. Później cier­pią samot­ność, lecz to oni sami wcześniej wszys­t­kich od siebie odpędzili.


Notatka z podróży do wewnątrz #3: Mądrość i przykrość


Kiedy słyszy się lub czyta osobę opę­taną gniewem, nie ma się przed sobą człowieka, nie ma nawet żadnej maski, jest tylko nieopanowana emocja. Płyną słowa, które mogłyby ranić do głębi, wżerać się pod skórę aż do kości, gdyby tylko uznało się je za słowa. Pewna wyrozu­mi­ałość albo jakaś wyuc­zona mądrość każe je puszczać mimo uszu, nie oczeki­wać przeprosin, czekać jedynie na powrót człowieka poprzez którego one popłynęły. Można odczuwać iry­tację tym stanem rzeczy, można próbować karać mil­cze­niem, ale trudno nauczyć emocję nie wracać. Każda reakcja na nią, ją rozjątrza, pozwala żyć dalej… Tylko emocja tego typu pozbaw­iona celu, niedostrzeżona, zig­norowana, umiera. Po niej przy­chodzi, zwykle prze­jś­ciowy, spokój. Można i trzeba spodziewać się jej powrotu. Mimo woli nie można być na równi z osobą, która cza­sem przes­taje być osobą.

To zabija przy­jaźnie, nad­wątla zau­fanie. Ufa się bowiem człowiekowi, nie jego roje­niom o świecie uni­w­er­sal­nej prawdy, której źródłem jest gniewne ego nie-ego. Zapom­ina się obelgi, zapom­ina się czuć ból od bolesnych słów rzu­conych w twarz. One spły­wają jak po kaczce, już się ich nie słucha. Niecier­pliwi się na ich ode­jś­cie i powrót, choć by i szczątków, myśli.

~*~

Wiele mądrości, tych ele­men­tarnych i nie, wyła­nia się z pros­toty, która leży u pod­staw wszys­tkiego co nami kieruje, co nas moty­wuje, prowokuje do myśli. Jakkol­wiek to nazwiemy, obudu­jemy w wraże­nie, rozd­muchamy, u pod­staw będzie to co niepo­jęte dla człowieka wraże­nia, którego mądroś­cią jest poza. Zgrabna figura do maski, która chci­ałaby być twarzą. Która innych usil­nie przekonuje o swo­jej prawdzi­wości. Tym­cza­sem tylko człowiek prosty, tylko żyjąc prosto, dostrzega się, co zdaje się leżeć zbyt blisko naszych oczu, by mogło być dostrzeżonym. Zbyt oczy­wiste by zostać zrozumianym.

Per­spek­tywa odwraca się, wizja się wyostrza, gdy oko odsuwa się od obrazu. Umysł po lat­ach dos­traja się znów do tego co było, ale zostaje tym czym się stał. Przy­pom­ina się kim się jest i było. Równoległe egzys­tencje łączą się i widzi się wartość tam, gdzie widzi­ało się tylko wszelkie zaprzecze­nie swoich nadziei, swoich wizji człowieka i samego siebie. Od czego ucieczka zdawała się być marze­niem, kiedy prze­cież ucieczka nigdy nie jest drogą do spełnienia.

~*~

Pisze się, że ludzie są tacy i tacy. Że są kłębowiska wielu “ja”, wielu twarzy i masek, ale trzeba pamię­tać, że gdzieś w tym, pomiędzy, u źródła każdej tej swois­tej emanacji człowieka jest człowiek sam w sobie. Są emocje jakimi darzymy tych ludzi lub ich nie ma. Jed­nak kiedy jest osoba, która jest naszym sum­ie­niem, której nie wsty­dz­imy się zwierzyć z czegokol­wiek, nawet naj­gorszej, najw­sty­dli­wszej słabości, ale wzbra­ni­amy się powiedzieć o czynie, który uważamy za niegodziwy: to jest prawdzi­wie wyjątkowa osoba. Przy­ja­ciel czy jakkol­wiek zechcemy go nazwać. I nie ma znaczenia jakie twarze czy maski tego człowieka widz­imy tu i teraz, bo wyczuwamy coś co jest poza. Jakąś więź, nić, połącze­nie, które po prostu jest, niewytłu­maczal­nie, cza­sem nawet nim mamy szansę go poz­nać, bo zda­jemy się go znać po prostu, od pier­wszego słowa.


Notatka z podróży do wewnątrz #2


Tak jak zwierzęta mają swoje lasy, rzeki, pola, góry, tak człowieka środowiskiem nat­u­ral­nym jest miasto. Butelki po piwie czy wódce, puste paczki po papierosach, puszki w zaroślach, na zadep­tanych trawnikach… Oto znaki obec­ności człowieka. Człowiek pospolity, czy to w mieś­cie dużym, małym czy nie mieś­cie w ogóle objawia się podob­nie. Dzi­ała mechan­icznie, zgod­nie z instynk­tem przetr­wa­nia. Jego życie ma jasny cel, prosty tor. Choć cele ich mogą się różnić. Jedni chcą się doro­bić, inni chcą nic nie robić, inni jeszcze mieć czego się napić, są też tacy co chcą wszys­tkiego jed­nocześnie. Gdzieś tam też są po drodze, w między­cza­sie planowane-nieplanowane rodziny i dzieci…


Notatka z podróży do wewnątrz #1


Piszę z potrzeby tworzenia, nie mając chyba nic do przekaza­nia. Choć tego czy chcę coś przekazać dowiaduję się często kiedy już zaczną płynąć słowa. Zobaczyłem swój notat­nik leżący na stole i po prostu zech­ci­ałem pisać. Boję się i nie, że ktoś przeczyta te surowe, nieu­porząd­kowane myśli. A przy­na­jm­niej, że zrobi to nim sam zde­cy­duję je ujawnić. Szczęś­ciem jed­nak mój charak­ter pisma jest chyba zabez­piecze­niem nie do przeskoczenia dla przy­pad­kowego, nieuprawnionego czy­ta­jącego. Cza­sem nawet dla mnie samego.


Thinking semagrams


What are… or maybe what our thoughts sound like? These are the words, sequences of sounds of a lan­guage in which we think. Another issue that is worth not­ing is that the lan­guage in which we think affects how we think. We build sen­tences in Pol­ish dif­fer­ent way than in Eng­lish. A com­pletely dif­fer­ent rep­re­sen­ta­tion of thoughts is a sign lan­guage: the per­son think­ing it, sees in his or her mind hands per­form­ing appro­pri­ate gestures.


Story: The ravens singing


The wind were whis­per­ing low over the ground and the trees were rustling some­where up high. The lone caw­ing of a raven. We sat there and looked at the leaves danc­ing in the air.

Then another raven answered in his deep, throathy voice.
“Do you hear them singing?” I asked you silently, like in fear of interupt­ing the birds. You looked at me with some kind of won­der­ment in your face.
“Do you call it singing? They just… croak,” you shrugged.
“Every­body sings in their own voice, in their own way. It is all the same about us.”

Maybe,” you mut­tered seem­ingly uncon­vinced, drain­ing away. But then, you started to look around, seek­ing the source of these unpleas­ant voices. Then you looked at me.
“And how do you sing?”

I do not know,” I smiled a lit­tle. “But some­times I wish I could be a raven.” You were sur­prised again.
“Why? Would you like to eat car­cass?” you seemed to be jok­ing, but…
“We do it any­way. They give it to us and we take it. Ravens find it by them­selves. They are always some­where close, but in the same time so far away. We do not see them too often. They live together, some­where up high and do not care about the world. And world is too busy to care about the ravens.”

You were look­ing at me for some long, silent moment. And then you embraced me. We were lis­ten­ing to the ravens singing.

For B.

Po pol­sku.


Over the daily routine


You get up in the morn­ing, take a shower, wake your­self up with a cup of cof­fee. You may smoke a cig­a­rette or you may belong to the illus­tri­ous group of non-smokers. And maybe not drink­ing cof­fee? How­ever, you move slowly or, because of being late, quickly towards your more or less bor­ing life. Every­thing is just a routine.

You go to school, to col­lege, to work … You live or sim­ply wade through the day, until com­ing back home. Along the way, maybe you drop by to a place where you stop for a moment, before the next part of your every­day life. You sat­isfy your oblig­a­tions, you rest if there is a time for it and then night comes. Tomor­row every­thing is repeated. Nobody breaks the loop.

That is why these days, as they are, we need our per­sonal rit­u­als even more. Moments when we ded­i­cate our­selves to some­thing else than just the daily rush, which slowly makes us for­get what do we rush for. Do not be afraid, how­ever, it does not imply bloody sac­ri­fices or that sort of thing … ;)

You only need to stop for a moment… Make good, true cof­fee. Enjoy its aroma. You may also per­form a lit­tle tea cer­e­mony. A sim­i­lar rit­ual is smok­ing a pipe. It can­not be smoked dif­fer­ent way or at least, it does not make sense. I would also men­tion a glass of good alco­hol in the evening or fra­grant tea with rum… But am I not prop­a­gat­ing var­i­ous stim­u­lants too much?

These are only exam­ples that come to my mind. Every­one can find their own gap in the present. Find some­thing that momen­tar­ily takes his or her mind away from this gray. It may be some pas­sion, to which we come back in our free time. Some­thing that calms our thoughts and places us far from the reality.

Folk wis­dom says that we have to be down to earth, to be near it, not to get car­ried away from it, not to drift into our own thoughts. Because we live here and now, we are imme­di­ately away from each other and from ourselves.

Although the fact that every­thing became so down to earth and every­thing wants to pull us down is the rea­son for us to seize the moments. Some­thing for us, the frag­ments of our­selves and arrange them, but never fin­ish doing it… Because build­ing one­self never ends and it should not end. The best moment to start is now, even with small things … For how else can we pre­pare for the great ones?

Po pol­sku.


Common (un)common places


Who among us does not know any spe­cial places? Those where we feel at home, where we are away from the tur­moil and gray of the world around us, run­ning to work, school or home. Even if these places are located in the cen­ter of the city. I know at least a few places of that kind, but it is point­less to show it to you – to you it shall be quite ordi­nary. Why?

Every­one, usu­ally uncon­sciously, build their own unique­ness. For me, these spe­cial places mean peace, thought­ful­ness, rest… Stop on the way and some­times they them­selves are the des­ti­na­tion. It is a place where you always drink cof­fee wait­ing for the train. It is a place, where you always meet some­one. Finally, it is also a place where you meet some­one for the first time.

We could think about a dark cafe with old wooden chairs, a wob­bling table which we do not even mind, where the smell of brewed cof­fee with a cig­a­rette or pipe smoke float under the ceil­ing. The place where we come to relax, read a book, to write or even work in peace. How­ever, such an atmos­phere is not what I am talk­ing about. This unique­ness is deter­mined only by ourselves.

fajka00

I mean here the usual places, such as a typ­i­cal cof­fee­house in the city cen­ter or at a busy sta­tion or even a park bench. Their unique­ness is a per­son, a mem­ory, spe­cial pur­pose or thought we had in mind being there for the first time. It is a con­ver­sa­tion, some­one who lis­tened to us or some­one we lis­tened to. It is smok­ing a pipe with friend at the tourist table. In silence, with no need to use any words to communicate.

The present real­ity chases us into the trap of social pat­terns, push­ing us between the cogs of finan­cial machin­ery and time is some­thing that we see only in the form of dig­its on our phones, and much less on the clock face… That is why we really need a place that will allow us to hide from it, drift into our own thoughts and at least give some respite and the strength to con­tinue to strive for their goals.

Po pol­sku.


Ładunek (emocjonalny) w prezydenckim Tupolewie


Kiedy pisałem o zbliża­jącej się szopce doty­czącej katas­trofy smoleńskiej nie wiedzi­ałem jeszcze o stenogra­mach ujawnionych przez RMF. Co one zmieni­ają? Teraz już chyba nic.

W obec­nej sytu­acji prawda już nie ma więk­szego znaczenia. Dla jed­nych to już zawsze będzie zamach (nieza­leżnie jakich dowodów by dostar­c­zono), dla drugich zaś wina nacisków na załogę. I nikt nikomu nie uwierzy, chyba że przyszedłby ktoś i się przyz­nał, że to jego rob­ota, że to oni i oni mi kazali. Ot, zwolen­nicy teorii zamachu zad­owoleni, tym drugim wszys­tko jedno. Prawda? Może i prawda, ale nikogo w medi­ach ani poli­tyce prawda nie obchodzi. Rozwiązanie tej sprawy raczej też nie. Bo po co pozby­wać się tak sil­nego ładunku emocji wokół tej sprawy, którym można ‘razić’ to jed­nych, to drugich potenc­jal­nych wybor­ców. Nie można byłoby już z nikogo robić oszołoma wierzącego w ‘spiseg’, a z drugiej strony zdra­jcy, spiskowca, mordercy. Sprawy nie rozwiązano, bo rozwiązanie jej nikomu się nie opłaca. Może poza rodz­iną i bliskimi ofiar, ale realny interes człowieka czy zwykła ludzka empa­tia jak zawsze leży poza sferą polityki.


Wolność i Prawda


Nie wiem jak, jakąś godz­inę temu wpadła mi na Twit­terze w oczy dość stara pub­likacja niewygłos­zonego przemówienia Lecha Kaczyńskiego i jego lek­tura nasunęła mi myśl, że był to chyba jedyny, naprawdę mądry prezy­dent RP. Dobry czy nie, zniszc­zony przez media. Poza tym, co mieliśmy? Elek­tryka, który chwalił się, że nie przeczy­tał nigdy żadnej książki (to chyba już nieak­tu­alne) i który pogrze­bał (umyśl­nie czy nie) szansę na jakiekol­wiek sen­sowne rozlicze­nie PRL’owskich zbrod­niarzy, później mieliśmy komu­nistę, a teraz? Hra­biego, który ani nie umie się zachować, ani powiedzieć niczego mądrego, nie speł­ni­a­jąc należy­cie nawet funkcji reprezen­ta­cyjnej. A tego, który mądrze mówił trzeba było ośmieszyć w wyjątkowo żałosny sposób, by później opluwać tych, którzy tak niszczyli medi­alną rep­utację tego człowieka, nie doce­ni­a­jąc tego co robił i do czego wzy­wał, zwraca­jąc uwagę tylko na gafy jakie popeł­niał. Nikt jed­nak, żadna z ‘dzi­en­nikars­kich’ hien nie uderzyła się w pierś. Mówiło się tylko, że źle się oce­ni­ało i źle pokazy­wało. Samo się robiło. Teraz już nie trzeba, bo już nie ma kogo dep­tać i odsuwać od mery­to­rycznej debaty.

W każdym razie, pole­cam przeczy­tać sobie te słowa i zas­tanowić się chwilę, zwłaszcza że zbliża się rocznica, wokół której być może znowu rozpęta się medi­alna szopka.


Szok! Blogerzy modowi zobaczyli jak powstają ubrania


Kole­jna szla­chetna i tak bardzo porusza­jąca akcja, tym razem blogerów z zagranicy (w sumie nie przy­pom­i­nam sobie, by nasi kochani influ­encerzy pol­skiej blo­gos­fery pochy­lali się nad czymś innym niż nowy wygląd Fb czy inne prob­lemy pier­wszego świata). Tutaj link z opisem akcji, oczy­wiś­cie z najrzetel­niejszego (zaraz obok naTemat) ser­wisu infor­ma­cyjnego.


Sieciopisanie


Co jakiś czas, pub­liku­jąc kole­jne odsłony “Młota” nachodzi mnie wat­pli­wość czy serio pub­likuję coś wartoś­ciowego w jakimkol­wiek stop­niu. Czemu? Bo gdyby nawet zebrać wszys­tkie części tego opowiada­nia to, obję­toś­ciowo, byłby to może jeden podrozdział porząd­nego opowiada­nia na papierze. Tylko, że to nie jest opowiadanie na papierze (a czy porządne, to już wy powin­niś­cie ocenić).


Hello there!


Maybe some­one could reme­ber (which I pretty doubt) that Grim Pan­cakes existed once and did quite well until I started to write some crap there and they finally died of me being dis­gusted with my own texts, but its once again here.


How personal can you get?


It always sur­prises me, when peo­ple not exactly write about their per­sonal life, but they reveal some vital, espe­cially painful, mem­o­ries, accord­ing to some sub­ject they discuss.

Why am I sur­prised? Because we rather con­nect such con­fes­sions with some anony­mous blogs, social pro­files, etc. And of course, we don’t think that some­one build­ing their per­sonal brand would write about being sad with their life and drink­ing or their child­hood traumas.


Keep It Short, Stupid


When you write a post that has over 500 words… the first thing you should do is to con­sider if you could make it shorter. Cut at least one hun­dred words if you can.

Make sure if you really need that intro­duc­tory para­graph. If you really need to intro­duce one para­graph with another or if isn’t the whole text just an intro­duc­tion to a con­clu­sion, where in fact you doubt your own idea. If I’m talk­ing about your text, that prob­a­bly means you force your­self to write, so… stop it.