Bezpieczeństwo w sieci III: Przezroczysta cebula


Tym razem zgodnie z obietnicą… Temat od którego właściwie miałem zacząć.

More of that #onion #for #privacy. Sorry for being silent. #lomogramPrzezroczyste proxy Tora
Przezroczyste? Co to oznacza? Oznacza to, że nasz system nie wie, że korzysta z proxy, a cały ruch sieciowy przelatuje przez sieć Tor. Jeśli wyłączymy Tora, albo z jakiegoś powodu Tor się nie uruchomi / nie połączy, nie połączymy się z internetem w ogóle. Więc przypadkiem nie zdradzimy swojego prawdziwego IP. Co mogłoby się zdarzyć przy korzystaniu z przeglądarki z rozszerzeniem przepuszczającym nasz ruch przez Tora, a które to rozszenie nagle by się wysypało z jakiegoś powodu (takie ryzyko nie istnieje w Tor Browserze). Trzeba jednak brać pod uwagę, że nasz system może wysyłać inne identyfikujące nas dane oprócz tego co się dzieje w przeglądarce (zwłaszcza na Windowsie).

Windows?
Rozwiązanie niesprawdzone, ale istnieje coś takiego jak Tallow. Wydaje się to być takim transparent Tor proxy na jeden klik. Inne rozwiązania jakie znalazłem dla Windowsa zakładają odrobinę kombinowania z routerem albo stawianiem maszyn wirtualnych… Ostatnie zmiany w Tallow są sprzed pół roku, więc potencalnie może być dziurawy. Polecam najwyżej w ramach eksperymentów.

Linux? [nerds warning]
Na linuksie ustawienie przezroczystego proxy Tora to natomiast wykonanie paru komend i drobne zmiany w konfiguracji. Co jest potrzebne?

Po pierwsze, zakładam, że korzystamy z dystrybucji opartej na Debianie (Ubuntu, Linux Mint, hm… Debian, Kali Linux). Jeśli korzystasz z innej, prawdopodbnie używasz innej komendy do instalacji pakietów i użytkownik Tora może nazywać się inaczej niż ‘debian-tor’.

Krok pierwszy: instalacja odpowiedniego oprogramowania
W konsoli logujemy się do root’a:

sudo su



Ściągamy / instalujemy wymagane oprogramowanie:

apt update && apt install tor iptables



Modyfikujemy plik /etc/tor/torrc dodając na początku:

VirtualAddrNetworkIPv4 10.192.0.0/10
AutomapHostsOnResolve 1
TransPort 9040
DNSPort 53



Zmieniamy plik resolv.conf by wyglądał tak:

nameserver 127.0.0.1



Następnie musimy ustawić iptables tak, żeby przepuszczało cały nasz ruch sieciowy przez Tora. Skrypt znajdziecie tutaj.

Jest to delikatnie zmodyfikowany skrypt stąd. Moje zmiany sprawiają, że można ustawić go jako skrypt startowy + nie musimy wpisywać na sztywno id użytkownika Tora.

Skrypt umieszczamy w /etc/init.d pod nazwą z99iptables.rules (lub dowolną inną, ale dla spójności zmieńcie ją też w treści skryptu). Upewniamy się, że jest wykonywalny:

chmod +x /etc/init.d/z99iptables.rules



Aby uruchomić przesyłanie ruchu przez Tora, wpisujemy:

/etc/init.d/z99iptables.rules start



By wyłączyć:

/etc/init.d/z99iptables.rules stop



Jeśli chcemy by skrypt był uruchamiany przy starcie systemu wykonujemy komendę:

update-rc.d z99iptables.rules defaults



Jeśli chcemy to wyłączyć:

update-rc.d z99iptables.rules remove



Simple as that. Mamy przezroczyste proxy Tora. Testujemy czy działa wchodząc na stronę Tor Check.

Teraz każdy program łączący się z internetem z jakiego korzystamy, łączy się przez Tor’a, nie wiedząc o tym. Czyli możemy np. ściągać pliki ze stron w domenie .onion wget’em, nasz klient poczty łączy się przez Tora, nasze komunikatory, nasza przeglądarka (przy tej okazji należy pomyśleć o zabezpieczeniu jej), nawet aktualizacje systemu lecą przez ‘cebulę’. Czy to sprawia, że jesteśmy turbo anonimowi? Nie.

W następnym odcinku prawie stuprocentowa anonimowość, czyli system operacyjny Tails.


Bezpieczeństwo w sieci II: nie pamiętaj historii, nadmiar cebuli, VPN


Tym razem nadal w temacie trackowania naszej aktywności w sieci. Dlaczego nie powinniśmy pozwalać przeglądarce zapamiętywać odwiedzonych stron? Otóż dlatego, że strony, które odwiedzamy mogą mieć do niej dostęp.

Jak się chronić?
Jeśli koniecznie chcecie zachować możliwość zapisywania historii, zabezpieczeniem będzie blokowanie trackerów (co i tak powinniśmy robić), ale nasza ochrona i tak może przepuścić mniej lub bardziej złośliwy skrypt, którego nie znajdziemy na ‘czarnej liście’ rozszerzenia, z którego korzystamy. Dlatego dla pełni bezpieczeństwa należałoby w ogóle wyłączyć obsługę JavaScriptu, co zresztą ‘zepsułoby’ większość stron, z których korzystamy na co dzień.

Dlatego lepiej po prostu wyłączyć zapisywanie historii w przeglądarce. Potrzebne linki możesz zawsze oznaczyć jako zakładki, zamiast przechowywać masę niepotrzebnych danych, które dodatkowo mogą zostać użyte bez twojej wiedzy. W większości przeglądarek można to zrobić z poziomu ustawień, Chrome jednak potrzebuje do tego odrębnego rozszerzenia, ‘No History‘.

Nie muszę chyba wspominać, że jakiekolwiek synchronizowanie danych przeglądarki (które oferuje Chrome oraz Firefox) to zły pomysł. Oczywiście, stracimy nieco na wygodzie korzystania, ale nikt nie mówił, że bezpieczeństwo = wygoda.

#onion #tor #Internet #privacy #securityCzemu nie warto przesadzać z cebulą
Po pierwsze, korzystając z Tora, automatycznie jesteśmy podejrzani. Trzeba przygotować się komunikaty o podejrzanej aktywności na koncie od Google’a, Facebook’a, Twitter’a jeśli będziemy się logować przez Tora… Jeśli nie zabezpieczyliśmy tych kont odpowiednio, możemy mieć problem z odblokowaniem ich, po ew. blokadzie w wyniku tych ‘podejrzanych’ aktywności.

Na sporej części stron też będziemy musieli rozwiązywać czasami ciężko odczytywalne captch’e, by w ogóle móc dostać się do ich treści. Pomijając fakt, że niektóre strony w ogóle nie będą działać przez Tora. Dodatkowo: Tor jest super powolny.

Alternatywa?
VPN. Tunelowanie ruchu sieciowego przez zewnętrzny serwer, który pozwala również ukryć naszą aktywność sieciową (przed dostawcą) oraz lokalizację / IP (przed serwerem docelowym). Zależnie od VPN’a z jakiego korzystamy, mamy różne poziomy bezpieczeństwa (istnieją nawet VPN’y łączące się przez Tora). Przykład dobrego i popularnego VPN’a (z którego sam korzystam) to NordVPN.

Pewnym minusem VPN’ów może być to, że są płatne. Istnieją oczywiście darmowe, ale nie są warte uwagi (reklamy i zapewne handel danymi użytkowników) oraz prawdopodobnie bardziej niebezpieczne niż korzystanie z internetu bez żadnego ‘pośrednika’. Jeśli zależy nam na darmowym rozwiązaniu, to zostaje Tor.

Jeszcze jeden potencjalny minus jest taki, że dostawca naszego VPN’a może zachowywać logi naszych aktywności, nawet wbrew zapewnieniom, że tego nie robi… dlatego należy wybierać zaufanych dostawców albo zostać przy Torze.

Jak VPN???
Na stronach większości dostawców VPN’a znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, dla różnych systemów operacyjnych (również mobilnych) oraz aplikacje pozwalające zautomatyzować i ‘uprzyjaźnić’ korzystanie (zwykle dla Windowsa i OSX’a). Linuksiarze muszą zadowolić sie oficjalnymi tutorialami (które działają, przynajmniej na NordVPN).

W następnym odcinku Tails i przezroczyste proxy Tora. (Miało być w tym, ale zdążyłem położyć łapy na VPN’ie)


Bezpieczeństwo w sieci I: przeglądarka i cebula


Bez przydługich wprowadzeń, parę słow o Torze.

Co Tor robi?
Tor sprawia, że wasz dostawca internetu nie wie z jakimi stronami się łączycie, więc nie może nikomu udostępnić tych informacji ani z nich skorzystać.

#padlock #lock #Security #lomogramTor sprawia, że strony z którymi się łączycie, nie ‘wiedzą’ skąd się łączycie, ani efektywnie odróżnić różnych użytkowników Tora tylko na podstawie IP.

Dodatkowo, wszelkie dane przepływające przez Tora są szyfrowane, jedynie na etapie łączenia się już z samym serwerem docelowym dane mogą nie być szyfrowane (HTTPS – bezpieczne połączenie, HTTP – zwykłe / nieszyfrowane).

Tor umożliwia również łączenie się z tzw. Hidden Services, ‘ukrytymi’ stronami w domenie .onion, ale o tym później.

Czy Tor jest w stanie uchronić nas przed byciem śledzonym? Tylko częściowo. Przede wszystkim, powinniśmy być konsekwentni w używaniu Tora: albo w danym temacie / na danej stronie robimy wszystko przez Tora albo nie.

Jak się zabezpieczyć?
IP oraz lokalizacja to tylko jeden z elementów identyfikujących nas w sieci. Nawet łącząc się przez Tora / Proxy / VPN*, wciąż możemy być śledzeni. W celu uniknięcia tego, powinniśmy zabezpieczyć naszą przeglądarkę (lista przydatnych rzeczy na dole) Jeśli chcemy przy tym zachować anonimowość nie powinniśmy się logować do Facebook’a i innych serwisów mogących zawierać chociażby nasze prawdziwe nazwisko (pod warunkiem, że w ogóle chcemy je ukrywać).

Wyłączyć, zaorać wtyczkę Adobe Flash. To samo z wtyczką Javy. Blokować niezaufane JavaScripty (wtyczki do tego na dole).

Tor nic nie da jeśli zainstalujemy sobie jakiegoś Trojana czy innego wirusa, dlatego… uważaj gdzie zaglądasz, co ściągasz oraz co instalujesz.

Kolejnym co identyfikuje nas w sieci jest tzw. fingerprint przeglądarki. Jest to zestaw danych wysyłanych przy każdym połączeniu, informujący z jakiej przegladarki i jakiego systemu korzystamy, w tym informacje o wtyczkach, czcionkach, etc. Istnieją sposoby zabezpieczające przed tym przynajmniej częściowo (info na dole). I tutaj pewien paradoks: im bardziej zabezpieczona i ‘nietypowa’ przeglądarka, tym bardziej unikatowy fingerprint. Jednak jeśli nie jesteśmy ścigani za przestępstwa w sieci, prawdopodobnie nie mamy czym sie martwić, ale… To, że nie posiadamy np. nic wartościowego, nie sprawia, że zostawiamy drzwi do mieszkania otwarte na oścież.

Hidden Services
Jeśli nie zamierzacie nurkować w tzw. Deep Web, gdzie w sporej części możecie znaleźć głównie rzeczy, których i tak wolelibyście nie znajdować, raczej nie potrzebna jest wam wiedza czym są i jak się do nich dostać, ale… Najprościej rzecz ujmując, ukryta usługa Tora łączy się z Torem, podobnie jak zwykły użytkownik, po czym wewnątrz sieci Tor następuje połączenie z użytkownikiem. W ten sposób cała komunkacja klient-serwer jest nie do prześledzenia. Ciekawostka: Niektóre mniej lub bardziej znane portale mają własne ukryte usługi, na dole parę linków.

Kolejna kwestia to bezpieczeństwo w sieci na urządzeniach mobilnych, ale to temat na osobny tekst (sam na razie ekperymentuję w tym obszarze).

Tymczasem koniec TL;DR; i czas na konkrety:

Przydatne rozszerzenia dla przeglądarek:
– No History (Chrome) – wyłącza zapisywanie historii przeglądania (W FF można to wyłączyć w ustawieniach)
– uBlock Origin (Chrome / FF) – taki lepszy (szybszy i lżejszy) AdBlock
– HTTPS Everywhere (Chrome / FF) – wymusza protokół HTTPS
– Privacy Badger (Chrome / FF) – ‘zjada’ pliki cookie pozwalające nas śledzić
– Random (Hide) User-Agent (Chrome) – losowo przydziela nam informacje o używanej przeglądarce przez co nasz fingerprint się zmienia (można ustawić częstotliwość zmian). Czasem jednak ‘psuje’ to niektóre strony – próbują serwować wam content dostosowany do innej przegladarki niż wasza.
– Random Agent Spoofer (FF) – j.w., ale dla FF.
– Disconnect (Chrome / FF) – przyspiesza naszą przeglądarkę blokując potencjalny szkodliwy / śledzący nas content (piniądz!)
– Click&Clean (Chrome / FF) – oferuje mase opcji, głównie w kwestii czyszczenia danych przeglądarki po zamknięciu karty, zezwoleń na przechowywanie plików oraz bezpiecznego zamykania przeglądarki (zaorującego wszelkie dane przeglądarki, poza naszymi ustawieniami rzecz jasna)
– Hide My Ass! Proxy (Chrome / FF) – rozszerzenie ułatwiające używanie proxy o wspomnianej nazwie, przez co pozwala nam ukryć swój tyłek, o ile już nie ukrywamy się za pomocą Tora.
– NoScript (FF) – blokuje skrypty JS. Albo wszystkie (czego nie polecam ponieważ sporo stron po prostu nie będzie działać, chociaż można użyć tej opcji by z czasem odblokować skrypty na wybranych, zaufanych witrynach), lub wskazane w konfiguracji. Blokuje również wtyczkę Flasha (której najlepiej w ogóle nie mieć, chociaż niestety np. Deezer jej wymaga) oraz Javy (j.w., to obecnie do niczego nie jest chyba potrzebne w przegladarce).

Aplikacje
Tor Browser – rozwiązanie all-in-one. Oficjalna przeglądarka Tor’a, będąca zmodyfikowaną wersją Firefoxa, z kilkoma przydatnymi rozszerzeniami (w tym z większością przeze mnie wymienionych) i przede wszystkim uruchamiająca własną instancję Tor’a bez potrzeby żadnej konfiguracji i zabawy z ustawieniami proxy. Polecam wersję angielską jako, że polska nie zawsze jest aktualna.

Tails – system operacyjny działający w całości przez Tora, nie przechowujący żadnych danych użytkownika. Bardzo bliski pełnej anonimowości, ale raczej nie do użytku na codzień.

Bezpieczne wyszukiwarki
DuckDuckGo
Disconnect Search

Cebulowe linki
Facebook
DuckDuckGo

To by było na tyle. W następnym odcinku o tunelowaniu całego ruchu przez Tora w systemie Linux, o dystrybucji Tails i jak stworzyć cebulową sieć WiFi (to ostatnie o ile moje eksperymenty się powiodą).

Wiem, że nie napisałem jak używać Tora w zwykłej przeglądarce, ale nie uważam tego za dobre rozwiązanie, następnym razem może napiszę dlaczego.

* – o tym wkrótce.


Zmiany


Pierwsza i najważniejsza zmiana jest taka, że planuję zacząć pisać regularnie. Minimum jeden post w tygodniu i nie mam tu na myśli takich krótkich notek, zwykle o niczym.

Good #morning. #sky #sunrise #lomogramKolejna zmiana, to nowy dział, “Photos” (oryginalna nazwa, wiem). Na razie sa tam tylko zdjęcia z mojego instagrama, ale planuję nieco rozwinąć temat fotografii, poza zdjęcia mobilne (dwa, stare rosyjskie ‘analogi’ czekają w szafie).

Planuję wkrótce też napisać parę tekstów w temacie prywatności (nie stricte anonimowości) w sieci, bo z okazji ‘ustawy o inwigilacji’ sam wróciłem do tematu, więc spróbuję przedstawić wam to i owo do czego sam doszedłem oraz co sam zacząłem praktykować.

Poza tym, miałem napisać tekst noworoczny, ale to już chyba trochę po ptakach, ale mój stary tekst jest chyba nadal aktualny (poza tym, że w kwestii prawosławnych imprez, na tyle na ile się orientuję, też już jest za późno).

W temacie noworocznym powiem tylko: nie myślcie, że pierwszy dzień roku definiuje cały rok, bo to nieprawda. Nie fiksujcie się na takich zabobonach, zwłaszcza jeśli próbujecie sobie w ten sposób wmówić jaki zły będzie ten rok. Będzie taki w jaki sposób do niego podejdziecie. I zawsze w taki sposób możecie samemu spełnić swoją złą wróżbę (jedyne wróżby warte spełniania to te dobre).


Medialny reżim


Któż by pomyślał, że wydarzy się sytuacja kiedy media same dokonają zamachu na swoją wolność. Dezinformacją, brakiem etyki w działaniu. Byciem marionetką odsuniętego od władzy układu, poza wszelką godnością. Byle tylko znów przykleić ‘swoich’ do koryta.

tlisek

Ci ‘dziennikarze’, pokroju Tomasza Lisa, to nie dziennikarze. Co oni uprawiają nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem, opisywaniem rzeczywistości. Żadnego powołania, żadnej misji. Tylko lansować nowych złodziei, bezideowych oszołomów, skoro poprzedni już są przegrani. Aby bezpiecznie siedzieć na swojej pieczołowicie utoczonej kuli gnoju, którym próbują karmić innych, wmawiając im, że to czekolada.

Niedobrze mi się robi jak patrzę na te mordy. Wściekłe psy (lisy?) toczące pianę. To ich żałosne dogorywanie kosztuje nas zbyt wiele. Ludzie bez godności, próbujący kreować wizję świata szarych mas, dopuszczą się każdej podłości. Sprzedaliby wszystko, by znów być pupilkami władzy, bo już oduczyli się, przez te osiem lat, jak być cholernymi dziennikarzami. Jak spełniać swoją cholerną funkcję.

Z pewną satysfakcją obserwuję ich upodlenie, gdy pokazują jak żałosnymi, małymi bytami w rzeczywistości są… trochę się tylko boję, że nie ‘zdechną’ tak łatwo. Tak mali ludzie przełkną każde upokorzenie, by znów poczuć się bezpiecznie. ‘Bronić’ państwa, które przecież za czasów ich żywicieli istniało tylko teoretycznie. Widać jego rzeczywiste istnienie nie jest na rękę sprzedawcom kłamstw.


Zarobiony jestem


Senność, wczoraj bez tekstu, teraz też ciężko, ale… Potrzebuję sobie znowu wypracować umiejętność i regularność w pisaniu. W myśleniu o pisaniu. Rozplanować nowe części cyklów opowiadaniowych (z czego tylko jeden, “Odmieniec“, pozostanie tutaj). Do tego Żelazny Kos, do tego dłubanie w obu stronach, do tego nauka, ‘hobbystyczne’ kodowanie…

Processed with VSCO with b5 preset

Wcześniej narzekałem, że nie mam czasu, warunków, chęci do robienia czegokolwiek poza pracą, to teraz sam nadaję sobie dodatkowych obowiązków, ale tak jest chyba dobrze. Wracam do rzeczy, które robiłem od zawsze, a na które w pewnej chwili zabrakło mi… czegoś, nie wiem czego. Czasu, chęci, siły, może wszystkiego po trochę.

Tekst miał być o tym, że lubię (sprzętowo i systemowo) utrudniać sobie życie. Lubię. Może innym razem napiszę coś o tym, choć pewnie wielu to niezbyt interesuje.

Zdjęcie bez w zasadzie bez związku. Poranne widoki i brak kolorów. Chociaż to chyba zdjęcie starsze niż parę dni. W każdym razie, mój widok w oknie od ponad 20 lat, z krótką przerwą na inne widoki.


Zgniłem


Nie wiem co mnie podkusiło, ale wlazłem na parę fanpage’y hejtujących ‘twarze’ polskiej blogosfery i po zobaczeniu co ci ludzie z siebie robią, zgniłem tak bardzo, że prawie odpadły mi ręce.

Cynizm, hejty, pogarda. Kiedyś tak pisywałem, do pewnego momentu, pewnego stopnia było to nawet zabawne (mam nadzieję, że nie tylko dla mnie), ale jak wiadmo, co za dużo to nie zdrowo.

Tymczasem powrót do korzeni chyba dobrze mi robi, powoli wstaję na nogi, dostrzegam, że może jednak trochę umiem życie, że jednak czegoś się nauczyłem, a z drugiej strony, że w duszy jednak nadal mam to samo.

I wracam do częstszego pisania tutaj, może bardziej tak jak kiedyś na Tumblrze (a czego pozostałości są na tym blogu), z przerwami na jakieś ambitniejsze twory.

Tymczasem, dobrej nocy. Nie wiem czemu za każdym razem jak mam się kłaść spać to zaczynam pisać. No, ale od czego jest kawa.


Notatka #8: Spojrzenie wstecz


Dodałem logo, zmieniłem stream postów na to, co de facto pojawia się na blogu… I coś mnie tknęło przejrzeć starsze wpisy. Część to totalne śmieci, jakieś reblogi zaimportowane z Tumblra, które pewnie powinienem ukryć / usunąć, ale nie w tym rzecz…

Znalazłem krótką notkę napisaną po naszej pierwszej przeprowadzce w Poznaniu. Z mieszkania w bloku, na dużym, nowym osiedlu, do z pozoru przytulnej klitki, w domku podzielonym na mieszkania. O tym jak opuszczam bezduszne blokowisko i… Argh. Złość mnie ściska na samą myśl. Tamto miejsce było nasze, po prostu nasze, a trafiliśmy do tej nory, w której spędziliśmy ponad rok życia. W pewnym momencie byłem już tym tak przytłoczony, że nie chciało mi się tam wracać, a wyjeżdżając stamtąd, czułem, że zostawiam fragment duszy. Chory, zdeformowany wycinek zatruwający całość.

Kiedy teraz o tym myślę, to to na pewno wybiórcza pamięć. Z czasem i do tego będę czuł sentyment, minie złość, ale nie ma co tego roztrząsać. Teraz czuję spokój. Znajome tykanie zegara nocą, światło latarni przy oknie, a w nim widok na pola. I czerwone światła wieży radiowej.

A z drugiej strony myśl o tym. Dobrej nocy.


“Nie mamy celu ani miejsca. Nie mamy wielkiej wojny, wielkiej depresji. Naszą wielką wojną jest wojna duchowa. Naszą wielką depresją jest życie.”


Ponad 15 lat temu tak rzeczywistość opisywał Tyler Durden, postać z filmu i książki “Fight Club”. Od tamtego czasu, te słowa nadal wydają się prawdziwe. Społeczeństwo żyjące bez zagrożeń, pozbawione potrzeby wiary w cokolwiek, mózgi wyprane przez media, życie zaplanowane punkt po punkcie, brak ideologii, wyższego celu, pustka, wegetacja. A z drugiej strony: brak potrzeby walki o cokolwiek, bo wszystko jest dane od razu, bez wysiłku. Brak perspektyw. Pustka czekająca na wypełnienie. Wiarą, ideologią, nowym sensem życia, marzeniem.

Processed with VSCO with b5 preset

Na tym żerowały i żerują wszelkie sekty. Wtłaczają swoją ideologię, wiarę, nowy, pieczołowicie przygotowany sens życia. W efekcie dają iluzję, ale to i tak więcej niż pustka, która była. W zamian jednak zabierają wszystko. Ten sam sposób działania przyjęło ISIS. Ludzie wiary, bez celu w życiu nagle dostają potężny, emocjonalny przekaz, porzucają swoje dotychczasowe życie i jadą ginąć i zabijać w imię Allaha. Zmieniają imię, przestają być, w swoim mniemaniu, szarymi myszkami siedzącymi pod miotłą poprawności politycznej i stają się bożymi bojownikami, obrońcami ‘świętej’ sprawy, a w rzeczywistości mięsem armatnim w grze, o której nie mają pojęcia.

Współczesność skutecznie odbiera ludziom wiarę, przywiązanie do wszelkich tradycji, pod pozorem postępu, tolerancji, wszystkich tak ładnie brzmiących haseł, ale nie niesie żadnego prawdziwego znaczenia. To wielka porażka Kościoła Katolickiego, który dawno utracił swoją siłę, swoją powagę w oczach Europejczyków. To porażka całej Europy – laickość państwa, poprawność polityczna opustoszyła z jakiejkolwiek prawdziwej wiary. Wmówiła nawet, że wiara jest zła, zrobiła miejsce dla tych wszystkich chorych, fałszywych, ale mocnych, nie tak rozlazłych, stonowanych jak te propagowane przez media, idei. Islam poprzez ISIS kradnie duszę Europy, której to ona sama, rękami, decyzjami polityków jej przewodzących, się wyzbyła.

I to dzieje się nadal. Europa sama sobie siebie obrzydza. Podjudza nienawiść do w większości muzułmańskich imigrantów, a później sama siebie za nią karci. Wzbudza nienawiść Europejczyków do samych siebie. Wywołuje chaos, który teraz jeszcze będzie podrzegany przez potwora wyhodowanego przez światowych przywódców: ISIS. Trzeba zdać sobie sprawę z tego czego jesteśmy świadkami, i czego wszyscy stajemy się ofiarami nim będzie za późno… o ile już nie jest.

Potrzeba nam zjednoczenia, ale nie w imię strachu i nienawiści, bo to tylko pogłębi chaos i podziały wewnętrzne. Trzeba się jednoczyć w imię solidarności, wspólnej sprawy, może czegoś prawdziwego, czym wypełnimy pustą duszę Starego Kontynentu, a jest nim obrona naszych domów, obrona Europy przed ISIS, ale i przed nią samą, w osobie przywódców, którzy doprowadzili do takiego a nie innego stanu nasz wspólny dom.


Chomik umierający na strychu


…mniej więcej tak kiedyś ktoś opisał brzmienie wokalu blackmetalowego. Ta skrzekliwa maniera ma swoje źródło w Bathory i w naturalnej barwie głosu Quorthona. Można uznać zatem, że wyszła i przyjęła się trochę z przypadku. Cały black metal pojawił się zresztą spontanicznie, jego druga fala zalała Norwegię, gdzie płonęły kościoły, ginęli ludzie oraz rodziły się legendy. Ale nie w tym rzecz.

Darkthrone

Rzecz w niezrozumiałych tekstach, szalejącej perkusji, pozbawionych techniki czy jakości brzmienia riffach gitarowych, wrzynających się w umysł, przenoszących do innej sfery istnienia, innego stanu mentalności. Zamykasz oczy, idziesz poprzez mgłę, czujesz chłodny wiatr na twarzy, zapach nocy, drzew. Albo zimno pustkowii, melancholia, nostalgia, za tym co było kiedyś, albo było tylko wyobrażeniem, poczucie straty, zanurzenie w zamyśleniu.

Oczywiście jeden z drugim ‘znawca’ czy nie, powie, że to nie jest muzyka. Dla jego mniej lub bardziej ograniczonego postrzegania, czy definicji ‘muzyki’ taki twór jest nie do przyjęcia. Nie potrafi pojąć, że taki twór może przez kogoś być odczuwany inaczej. A za własne uprzedzenia, czy po prostu odmienny gust wini muzykę-niemuzykę. Chociaż może coś w tym jest, może faktycznie black metal to nie muzyka.

Black metal to religia. I nie chodzi tu o żaden satanizm, pogaństwo czy jakiekolwiek tematy ideologiczne w tekstach. Na serio czy nie: oszołomia jest obecna w każdej sferze życia. Black metal to odwrócenie się od świata, przyziemnej codzienności, funkcjonowanie w sferze własnych emocji, własnego postrzegania i tworzenia własnej więzi z rzeczywistością, która nas otacza. Z jej groźnym i przygnębiającym pięknem.